Dom
kolaż cyfrowy, 90 x 120 cm
projekt realizowany we współpracy z Aleksandrą Rajnisz-Podlaską
2020

Stare osiedle w jednym ze śląskich miast. Pośród tradycyjnej zabudowy z czerwonej cegły zbudowano nowsze domy-kostki. Budowane głównie metodą gospodarczą, z pomocą sąsiadów, rodziny, pełne są nietypowych rozwiązań - przejawów wynalazczości właścicieli. Powstawały być może z potrzeby ekspresji albo zwyczajnie, jako rodzaj radzenia sobie z niedostatkiem materiałów. Witraże, przydomowe szklarnie z materiałów z odzysku, balustrady balkonów, ogrodowe ozdoby. Zdarzają się także rozwiązania elewacyjne, krótko obecne w historii budownictwa mieszkaniowego PRL-u. Mozaiki z porcelitowych lub porcelanowych odpadów - talerzy, czasem też kubków i misek - nie spełniających standardów jakości, by trafić do sprzedaży. Aby uzyskać odpowiednie zestawienie kolorystyczne, sprowadzano nieraz talerze z różnych fabryk, później składowano je w podwórku za domem, czekając nawet latami na montaż elewacji. Część lepszych naczyń uzupełnia domowe zastawy. Właściciele wspominają uciążliwe mycie ogromnych ilości talerzy, później potworny, monotonny dźwięk ich tłuczenia przez kolejne dwa, trzy tygodnie. W większości jednak nie żałują, rozwiązanie to okazało się być niezwykle praktycznie. Szczególnie południowe ściany domów nadal lśnią czystością. 
Choć dla wielu wątpliwe estetycznie rozwiązanie, jest fascynujące z kilku perspektyw. Elewacje bywają bardzo precyzyjne - powtarzalny wzór, konsekwencja form - właściciele nie pamiętają aby istniał jakiś konkretny projekt przedstawiony przez wykonawców. Zdarzają się też realizacje chaotyczne, niekonsekwentne, niedbałe - przez co wyjątkowo niepowtarzalne. Szczególnie bliskie jest to współczesnemu myśleniu recyklingowemu - przetworzenia odpadów na dekorację i zabezpieczenie ścian zewnętrznych. Krótko modne dekorowanie budynków tłuczonką w małych miastach i wsiach można też uznać za przejaw prawdziwej, swobodnej twórczości  ludowej, alternatywy dla tej spod szyldu Cepelii. Domy obkładano czasem takimi samymi talerzami, na jakich jada się na co dzień w jego centralnej części. W progu miewały też miejsce rytuały trzaskania, zwane też polterabend, wciąż jeszcze kultywowane na Górnym Śląsku zwyczaje tłuczenia porcelany przed domem rodziny narzeczonej w dzień poprzedzający ślub. Według tradycji ludowej działanie to miało min. funkcje magiczne - wierzono że hałasy odpędzają złe duchy, przynosząc w ten sposób szczęście przyszłemu małżeństwu. Być może echo tego sposobu myślenia stało u podstaw tej PRL-owskiej mody.
poniżej: widok wystawy Proste gesty, BWA w Katowicach, kuratorka: Marta Lisok